Coś dla mola książkowego.

W miniony weekend natchnęło mnie na szycie koptyjskie. Pierwsza próba na małych rozmiarach – wisiorek „książeczka”. Nie tylko szyta, ale i starannie obłożona oraz postarzona pastą pentart. 😉 Efekt mnie całkiem, nieskromnie zadowala, choć to dopiero prototyp tego, co chcę stworzyć w przyszłości.

Mam nadzieję, że nie tylko mi weekend minął sympatycznie? 🙂

Once upon a time… in the land of Hand Made.

Górnolotny tytuł… Ale uwierzcie mi, że nie po to, by dodać notce patetyzmu, lecz raczej żeby uniknąć polskich znaków, które jeszcze nie wyglądają tak, jak chciałabym żeby się prezentowały. 😉
Przedstawiam tym razem garstkę dotychczasowych „starszych” prac, którym się cudem udało i załapały się na dokumentujące zdjęcia. 🙂
Większość miała też szczęście i otrzymała nowych właścicieli lub zajęła honorowe miejsce w moim domu, jako te „jedyne i pierwsze”. Tylko jedna kartka czeka na swój moment. Mam nadzieję, że wkrótce „pociuchcia” w czyjeś ręce. 😉
No tak, zdradziłam o którą pracę chodzi…

Obiecuję, że następnym razem tytuł nie będzie tak <magiczny>!

Pozdrawiam!